Żel pod prysznic, dezodorant Le Petit Marseillais

Moja koleżanka Kamila również przetestowała ze mną #zel pod prysznic oraz #dezodorant Le Petit Marseillais. Wg mnie Kama ma również sporo niebieskiego w sobie (o co kaman wyjaśniam tu), stąd też byłam bardzo ciekawa co i jak napisze. Śmiałam się czytając jej recenzję, gdyż wiele zdań jest podobnie skonstruowanych, jak w mojej opinii o tych kosmetykach, którą zamieściłam tu. Dodatkowo Kama bardzo zaskoczyła mnie ilością napisanych słów. No, ale cóż. #Niebieski tak już ma, że jak się w coś angażuje to na 100%. 🙂

Spojrzenie innymi niebieskimi oczami

Do testu kosmetyków Le Petit Marseillais przystąpiłam dzięki koleżance, która postanowiła zostać ambasadorką marki. Tym samym otrzymałam do oceny żel pod prysznic oraz dezodorant o zapachu kwiatu pomarańczy.

#Antyperspirant i żel pod #prysznic to dla mnie, obok szamponu i pasty do zębów, dwa najbardziej podstawowe kosmetyki których nigdy nie może zabraknąć w mojej łazience. Do testu przystąpiłam z jednej strony z radością, a z drugiej nieco sceptycznie, jeżeli chodzi o dezodorant, ale o tym na chwilę.

Poleca sie na niebiesko LPM - Kama
Kamila i Le Petit Marseillais 🙂

Żel pod prysznic – to od niego zaczęłam. W pierwszej kolejności zwróciłam uwagę na samo opakowanie, które wpadło mi już w oko na drogeryjnych półkach. Niby zwyczajne a jednak sprawia wrażenie bardziej ,,luksusowego” produktu niż inne popularne marki. Z pewnością duża tu zasługa samej nazwy – bardzo eleganckiej. Następnie zainteresował mnie zapach, czyli kwiat pomarańczy, ponieważ cytrusy i w ogóle owoce to takie moje ulubione linie zapachowe. Niestety po otwarciu żelu okazało się, że bardziej niż owoc wyczuwam po prostu kwiat. Taki klasyczny, lekko duszący zapach kwiatowy, który często drażni mnie w perfumach. Ale zapach to rzecz gustu więc przystąpiłam do nakładania kosmetyku. I tutaj duży plus za konsystencję, zgodną z tym do obiecuje producent, czyli kremową – moją ulubioną. Nie ma nic gorszego niż żel, który po wylaniu na dłoń w połowie spływa przed nałożeniem go na ciało. Nie za gęsty, nie za rzadki – w sam raz. A więc i #wydajny. Osobiście lubię gdy kosmetyki pod prysznic chociaż trochę się pienią więc tutaj kolejny plus, bo tak właśnie było dzięki czemu żel łatwiej rozprowadzał się po ciele. Co więcej po chwili bardziej zaczęła być wyczuwalna pomarańcza, na którą tak czekałam. A co po prysznicu? Producent obiecuje, iż skóra będzie miękka, nawilżona i odżywiona. I tak z pewnością zgodzę się, iż żel skóry nie wysusza i nie powoduje nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Czy nawilża? To raczej rola balsamu. Żel pod prysznic ma przede wszystkim dobrze myć i tutaj nie mam nic do zarzucenia. Czy skóra była odżywiona? Szczerze mówiąc, zupełnie nie wiem co wszyscy producenci kosmetyków mają przez to określenie na myśli.

Przechodząc do drugiego produktu zaznaczyć muszę, iż od wielu lat do ochrony przed potem wybieram jednak antyperspiranty i przede wszystkim nie w sprayu. Stąd też moje sceptyczne podejście. Zacznę może od zapachu, który podobnie jak w przypadku żelu nie do końca mi odpowiada, ale to jednak kwestia gustu. Druga kwestia – konsystencja, czyli spray. Jakoś nie mogę się do niej przekonać, kosmetyki w spray’u zawsze powodują u mnie gryzienie w gardle. Skupię się jednak na tym, co jest głównym celem kosmetyku. Producent zapewnia 24h ochronę przed potem – czy tak było? Niestety nie. I właściwie wcale mnie to nie dziwi, ponieważ dezodoranty co to zasady nie ograniczają wydzielania potu (takie działanie mają antyperspiranty). Zważywszy na moje aktualne zajęcie – a jest nim bycie Mamą niemowlaka – nie uprawiam sportu a tym samym nie ,,narażam się” na szczególnie nadmierną potliwość. Niemniej jednak po użyciu dezodorantu Le Petit Marseillais po porannym prysznicu, już po 3-4h nie czułam się szczególnie komfortowo.

Podsumowanie

Podsumowując test, czy wybiorę te kosmetyki przy najbliższej wizycie w drogerii? Dezodorant – raczej nie. Żel pod prysznic – jak najbardziej tak, lecz sięgnę po inny zapach. Widziałam, iż w ofercie jest też do wyboru biała brzoskwinia z nektarynką, mandarynka z limonką czy też mleczko waniliowe – to będą moje kolejne zakupy.

3 komentarze Dodaj własny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *