Kompan do gotowania #TefalCompanion

Po czasie prób (i błędów) używania urządzenia Tefal Companion przyszedł czas na podsumowanie testów. W ciągu prawie 2 miesięcy przygotowałam:

 

 

Ponad powyższe, jedliśmy jeszcze:

  • strogonoff w sosie,
  • kopytka z serem ricotta,
  • placki z gruszką (zamiast tradycyjnego jabłka),
  • krem paprykowo-pomidorowy,
  • serek a la almette paprykowy,
  • masło,
  • mleko kokosowe,
  • ubiłam białka z cukrem, a następnie żółtkami na biszkopt,
  • oprócz ziemniaków gotowałam na parze bataty, marchewkę, pietruszkę, brokuły.

Zrobiła się z tego okrągła suma 25 potraw, jednak mogło być ich nawet więcej. Niektóre rzeczy były przygotowane więcej niż raz. A poniżej moje wrażenia.

Najpierw plusy

  1. Urządzenie posiada 6 programów: sosy, zupa, slow cook (np. duszenie), gotowanie na parze, pastry (jako ciasto np. drożdzowe), desery oraz tryb manualny i turbo. W każdym z programów są jakieś ustawienia fabryczne dotyczące czasu trwania czy temperatury, ale można też je modyfikować.
  2. Na pewno na brawa zasługuje kształt misy i to, że zrobiona jest zapewne ze stali nierdzewnej (chodzi o to, że nie z plastiku). Jak to moja przełożona kiedyś powiedziała, bywam jak słoń w składzie porcelany 🙂 Czyli generalnie ciągle coś mi spada, albo się przewraca, albo samo dostaje nóg. Więc moja misa do malaksera i shakera, ponieważ jest plastikowa, wygląda tak jakby słoń przez nią przeszedł. To znaczy, że jest po prostu nadłamana czy pęknięta. Wiem, że z Tefal Companion by się to nie przytrafiło.
  3. Obły kształt i specjalne “dziubki” pozwalają na łatwe i dość precyzyjne przelewanie ciekłych substancji z misy. Dodatkowo misa jest dość mocno przytwierdzona do całego silnika, więc nic nam się nie ślizga.
  4. Drugą kwestią jest końcówka do ubijania. Byłam wręcz zachwycona, jak pięknie ubiła mi białka do biszkoptu, potem jak świetnie ubita była cała masa białkowo-żółtkowa wraz z cukrem. Akurat był to czas, kiedy wkręciłam się w robienie tortów i tu urządzenie Tefala sprawdziło się świetnie. Ta sama końcówka służy do ubijania masła i muszę przyznać, ze robi się ono całkiem sprawnie. Potrzeba ok 10 min., aby ze śmietanki powstało masło. Co prawda pierwsze moje podejście do ubicia masła mi nie wyszło, ale to najprawdopodobniej dlatego, że śmietanka nie była dość schłodzona. Ogólnie wszystkie końcówki są fajne i sprawdziły mi się we wszystkich przepisach. Korzystałam z tej do rozdrabniania, mieszania, ubijania, ugniatania.
  5. Super wielką zaletą tego urządzenia, szczególnie w przypadku gdy mamy małe dzieci, jest to że samo gotuje. I wiem, że może jakoś tak głupkowato to brzmi, ale chodzi o to, że można nastawić np. przygotowanie kleiku ryżowego czy zupy, wsypać wszystkie składniki i pójść przewinąć dziecko, czy nakarmić czy wziąć prysznic. I nie trzeba stać nad kuchenką, mieszać i pilnować czy się nie przypala. To na pewno wielki plus i nie raz mnie to uratowało, gdy musiałam coś pilnego zrobić przy Radośniku.
  6. W pokrywie misy jest specjalny otwór, przez który można dosypywać składniki nie przerywając pracy urządzenia. Oczywiście nie trzeba też wszystkiego dokładnie rozdrabniać bo np. program do zup kremów ugotuje wszystkie warzywa, a na sam koniec je zbleduje. I to na jednym programie, którego nie trzeba zmieniać.
  7. Myślę też, że osoby, które normalnie w diecie spożywają pszenicę bardzo chwaliłyby sobie tryb wyrabiania i rośnięcia ciasta drożdżowego, gdyż misa jest wtedy podgrzewana i to ciasto naprawdę super wyrasta. Przygotowanie również takich bułeczek drożdżowych to bardzo szybka sprawa. Ja niestety nie mogę jeść pszenicy, w związku z tym aż tak często (poza jednym pszennym razem) nie przygotowywałam takich potraw.
  8. Fajna jest również szpatułka, która jest zrobiona z dość elastycznego tworzywa, ale nie jest za miękka. Nie ugina się pod ciężarem, za to fajnie zbiera wszystko ze ścianek misy.
  9. W standardowym wyposażeniu jest sitko do gotowania na parze, które sprawdza się świetnie również, jeśli chcemy odcedzić płyn od czegoś bardziej zbitego z misy urządzenia.
  10. Na Facebooku działa grupa #GotujzTefalCompanion, która podsyła fajne przepisy i można się na nich inspirować lub w ogóle korzystać 1:1.

Trochę minusów

  1. Czasem bywa tak, że to co jest plusem bywa i minusem często. Mianowicie misa ze stali nierdzewnej waży. No i tu jest chyba ok 1-1,5 kg, więc jak miałam przelać jedną ręką ciasto do formy to już misa ta wraz z zawartością była dla mnie naprawdę ciężka.
  2. I tak jak ubijaczka do piany ubija białka koncertowo, tak już przy dosypywaniu cukru, nie zbiera ona całości do masy. Mam na myśli to, że cukier pozostaje pod ubijaczką. A dodatkowo trudno jest zebrać np. całą pianę z tej ubijaczki. Dość dużo jej zostało na plastiku.
  3. Mam wrażenie, że osoby które nie spożywają pszenicy tak jak ja, czy w ogóle glutenu – będą miały dużo mniejszy pożytek z tego urządzenia w przypadku ciast drożdżowych czy pieczywa. A może to ja po prostu się ograniczałam. Jednak nawet bułeczki przeze mnie zrobione nie były jakoś zachwycające. W każdym razie chcę powiedzieć, że pszenni konsumenci wg mnie będą mieli więcej okazji, aby wykorzystać Tefal Companion.
  4. Szkoda, że sitko nie jest drobniejsze, bo już np. do oddzielenia wiórków od mleka kokosowego się nie za bardzo nada.
  5. Kwestią minusową jest na pewno też cena. Dla mnie była zbyt wysoka, nawet jak na czary mary z samodzielnym gotowaniem. Choć podobno jest super system ratalny i bez oprocentowania. Nie wiem. Ja się na to nie zdecydowałam.

Więcej minusów jakoś nie znajduję. Ogólnie, gdyby Tefal Companion był w bardziej przystępnej cenie i miał jeszcze szatkownicę (można ją sobie dodatkowo kupić –> czyli jeszcze więcej zapłącić), to pewnie bym się zdecydowała na zakup własnego. Można go myć w zmywarce, więc jest wygoda. Niemniej osobom, które mogą sobie pozwolić na taki wydatek polecam ze szczerego serca. Bo minusy są przykryte przez plusy, a ja baaaaardzo przyjemnie wspominam czas testów. Robiłam sobie listy zakupów i z zapałem przebywałam w kuchni. Żałuję, że nie wpadłam na pomysł by liczyć godziny spędzone w kuchni, kilogramy wykorzystanej mąki czy litry wody lub mleka. No ale może to następnym razem będę pamiętać 🙂

Aha, i żeby była jasność. Ten post nie jest sponsorowany przez Tefal. Jedyną moją korzyścią była możliwość korzystania z urządzenia Tefal Companion. I jestem z tego bardzo zadowolona, bo teraz wiem czego mogę się spodziewać od takich urządzeń, czy są one rzeczywiście potrzebne oraz ewentualnie na co zwrócić uwagę. Jestem osobą, która lubi gotować, a już na pewno taką, która lubi sobie życie ułatwiać. I mieć pomocników i gadżety w kuchni 😉

A Wy macie takich pomocników w kuchni? Dajcie znać <3

Jeden komentarz Dodaj własny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *