#BlogConferencePoznan i moje odczucia

O Blog Conference Poznań dowiedziałam się pod koniec lutego, kiedy to bilety nie były już dostępne (sic). A wydarzenie było zaplanowane na drugą połowę kwietnia! Przeglądając stronę wydarzenia blogconferencepoznan.pl tak do końca nie wiedziałam czego się spodziewać, choć czułam wewnętrznie, że warto tam być. Okazało się, że będzie jeszcze jedna możliwość zdobycia biletów (które dla wszystkich były darmowe). No i się udało.

Czekając na 21-22 kwietnia 2018 r.

Zgodnie z niebieskim umysłem (o co kaman tu), szybciutko zapisałam sobie w kalendarzu datę wydarzenia. Początkowo myślałam, że #Radosnik będzie ze mną, ale się okazało, że nie było takiej konieczności 🙂 Na wydarzeniu było ponad 1 700 osób związanych z życiem interentowym (blogerów, vlogerów, youtuberów i innych), blisko 60 prelegentów. Prawda jest też taka, że wiele blogów czy twórczości prelegentów zaczęłam śledzić właśnie dzięki przestudiowaniu #BCP oraz dzięki mojej koleżance, która namiętnie słucha różnych podcastów i mi je podsyła w celu rozwijania mojej wiedzy (np. Pani Swojego Czasu) :). Sama społeczność, mocno oczywiście interaktywna, dość szybko skumała się na facebookowym wydarzeniu i wymieniała cennymi informacjami, a także wzajemnie zapoznawała. Bo wiele osób było na tym wydarzeniu po raz pierwszy, tak jak ja.

Patrząc krytycznym wzrokiem

Sama nie wiem czy słowo “krytyczne” ma tu zastosowanie, choć jest na pewno obiektywne. Ale z drugiej strony czy krytyczne nie może powiedzieć, że wszystko było ok? Trochę znam się na organizacji tego typu eventów od kuchni i jestem w stanie wyobrazić sobie ogrom nakładu pracy, przygotowań i organizacji. Z punktu widzenia uczestnika muszę powiedzieć, że organizacja była na wysokim poziomie. Kawa, food trucki z wege burgerami, mięsnymi burgerami czy pyrą z gzikiem były genialne. Można było znaleźć coś i wege i bez pszenicy (ważne dla mnie), a dodatkowo woda, soki i owoce było pod dostatkiem dla każdego. I to wszystko zasponsorował Lidl. Słyszałam, że w zeszłym roku coś nie pykło, natomiast teraz naprawdę byłam pod wrażeniem. Wystarczy zerknąć na zdjęcia niżej. To było wszystko w sobotę. W niedzielę nie było food tracków, ale podobno wjechał jakiś obiad. Ja go nie zauważyłam, ale wierzę innym na słowo. Ja po prostu zgłębiałam wiedzę i nie miałam czasu na jedzenie 😀 Ale były też mega dobre musli od #OneDayMore czy jogurty od #Actimel. Musli wcześniej nieznałam, a mają super skład – naprawdę 0 cukru. I to było to co ratowało przed głodem 🙂

Trzeba też przyznać, że dobrym rozwiązaniem był podział konferencji na kilka bloków: #Marketing, #Blog, #YouTube, #Warsztaty. Dzięki temu w zależności od tego co się tworzy w necie można było dobrać sobie interesujący temat. Oczywiście minusem jest, że mogą być 2 ciekawe tematy w jednym momencie. Jako, że ja byłam świeżakiem, a wiedzę i doświadczenie chciałam chłonąć jak gąbka, niestety z niektórych rzeczy musiałam rezygnować. I tak na przykład ominęło mnie wystąpienie Janiny Bąk z janinadaily.com. Bo podobno każdy ją zna i każdy był. No cóż, ja nie znałam… Zdecydowanie niedziela była lepszym merytorycznie dniem, ale o tym za chwilę, natomiast jakoś tak najsłabiej wypadł panel o tym jak pogodzić życie zawodowe z prywatnym. Jakoś tak znużenie mnie dopadło. Oczywiście nie wszyscy prowadzący byli extra, strasznie nie lubię, jak ktoś na siłę próbuje być zabawny, ale za to…

Niedziela należała do kobiet

Niedzielny program dużo bardziej był przeze mnie zapisany jedynkami, dwójkami i trójkami (oznaczały one ważność danego wystąpienia w danej godzinie). I tak nie mogło mnie zabraknąć na wstąpieniach Oli Budzyńskiej z Pani Swojego Czasu, Oli Gościniak z Jestem Interaktyna oraz innych Pań, które związane są z internetem, choć blogów nie prowadzą. Niestety nie byłam u Oli Radomskiej z Mam wątpliwość, ale obejrzałam nagranie. Dla mnie niedziela była dużo lepsza i nie było gorszych wystąpień.

W kuluarach Konferencji udało mi się również spotkać Anię i Asię z Ala’antkowe BLW oraz Dominikę Wojsz z Mama lekarz.

Jedno wiem na pewno. Dla mnie osobiście #konferencja ta była okazją do zdobycia wiedzy. Zarówno tej technicznej, którą jako niebieski muszę po prostu znać, jak i tej bardziej miękkiej, której jako niebieski raczej nie mam w naturalnych zasobach. Była też przełamywaniem barier, bo poznałam nowe osoby, a to zielony czy żółty zazwyczaj bryluje w towarzystwie. Niebieski raczej stoi z boku i obserwuje. I wiem jedno. Za rok też postaram się być na Blog Conference Poznan. Bo dla mnie było warto.

Oprócz wyżej wspomnianych twórców byli jeszcze: Ewa Grzelakowska-Kostoglu z Red Lipstick Monster, Ilona Kostecka z Mum and the city, Marysia Górecka z Mamy Gadżety, Maciej Mazurek z zuch.media, Arlena Witt, która tworzy kanał Po cudzemu oraz cała masa innych twórców, których ja (jeszcze) nie znam 🙂 I byli tam dostępni oraz chętni do dzielenia się wiedzą. I to jest to co uwielbiam najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *